-Dobrze, a teraz się spakujcie i czekajcie na dzwonek. - powiedziała nauczycielka.
-I jak ? Podoba Ci się w naszej szkole ? - zapytała Gina.
-Może być ... - rzekłam.
-Lepiej było w Twojej, co ? - zachichotała.
-No tak. - odpowiedziałam.
Wyszłam ze szkoły i poszłam prosto do domu. Niespodziewanie podeszła do mnie Carly i powiedziała :
-I co ? Teraz będziesz ciągle za mną latać i mnie przepraszać, tak ? Mam gdzieś Twoje przeprosiny!
-Ale ... - wykrztusiłam.
-Żadne "ale", nara. - powiedziała i odeszła.
-Zmieniła się od tamtego czasu - pomyślałam.
Weszłam do domu.
-I jak było w szkole ? - zapytała mama.
-Dobrze. - odpowiedziałam.
-Za 10 minut będzie gotowy obiad.
-Oj dobra. .
-Co ty taka zła ? Coś się stało ?
-Nie! - wykrzyknęłam.
Poszłam do swojego pokoju odrobić lekcje. Spojrzałam w okno. I kogo tam zobaczyłam ? -Carly. Okazało się, że mieszkała na przeciwko. Jeszcze tylko tego brakowało, od tamtego czasu, gdy pokłóciłam się z Carly moje życie się zmieniło. Zaczęłam ostrożnie podchodzić do przyjaźni, wymyślałam różne historie, cytaty, opisy. Można powiedzieć, że stałam się bardziej twórcza. Nie sądziłam jednak, że nasza przyjaźń, tak się skończy, nie wiedziałam nawet, że tak się stanie.
Następnego dnia wstałam rano, szybko się ubrałam, umyłam i zjadłam śniadanie, gdyż zaspałam. W pośpiechu nie zauważyłam schodów i spadłam z nich. Razem z mamą pojechałam do szpitala, gdzie założyli mi gips. Kiedy tylko zjawiłam się w szkole, ludzie zaczęli mnie wyzywać od łamag. Jak przeszłam obok Carly spojrzała się na mnie, jak by miała coś mi do powiedzenia, że chce mnie przeprosić. Nie przypuszczałam, że ona się tak szybko zmieni.
środa, 21 listopada 2012
czwartek, 5 lipca 2012
Rozdział 2.
Carly poszła dalej przed siebie. Gdy weszłam do nowej szkoły zadzwonił dzwonek na lekcje, więc poszłam do klasy, gdzie miałam zajęcia. Wychowawczyni przedstawiła mnie klasie. Dziwnie się czułam, w końcu to pierwszy dzień w nowej szkole. Nauczycielka powiedziała, że mam usiąść gdzie chcę. W ostatniej ławce pod oknem siedziała jakaś dziwna dziewczyna, była sama, nigdzie indziej nie było miejsca, więc usiadłam się koło niej. Cała klasa patrzyła się na mnie jak na dziwaka. Nie mogłam sobie zdać sprawy, że to się dzieje naprawdę. W ławce obok siedziała Carly z jakimś chłopakiem, był całkiem ładny.
-I teraz wszystko będzie tak jak w bajce? Ładny chłopak, nowa szkoła, wredna dziewczyna. Chyba to mi się śni.- pomyślałam.
Zapytałam się tej dziewczyny jak ma na imię, a ona się tylko na mnie spojrzała i nic nie odpowiedziała.
-Jestem Cassadie, przyjechałam z Seattle. - wyszeptałam do niej.
A ona nadal nic! Na przerwie podeszłam do Carly i powiedziałam :
-Słuchaj, jest mi naprawdę przykro, że to tak wyszło! Nie wiem, jak ty, ale ja nigdy nie zapomnę o naszej przyjaźni.
Carly nie odezwała się do mnie słowem. Wyjęłam z szafki swoją ulubioną książkę i poszłam czytać na trawnik, gdzie uczniowie mogli spędzać czas. Nagle podeszła do mnie Carly i powiedziała :
-Wyjdź stąd.
-Ale o co Ci chodzi? - zapytałam.
-To jest tzn. "Trawnik popularsów", a ty nie jesteś popularna, więc wypad!
Wstałam i zabrałam swoje rzeczy. Szłam przed siebie, nie patrząc na wprost. Nagle zderzyłam się z tym chłopakiem. Rzeczy wypadły mi z rąk. Podniosłam je, a on mi pomógł.
-Jestem David, a ty ? - powiedział.
-Cassadie. - odpowiedziałam.
David spojrzał się na mnie, jak na księżniczkę. Wstałam. Nagle podeszła do mnie dziewczyna i zapytała :
-Nic Ci się nie stało?
-Nie, wszystko w porządku. - rzekłam.
-Jestem Gina. Podoba Ci się ten chłopak, co ?
-A ja Cassadie. Nawet ...
-Weź mnie nie okłamuj. Widziałam, jak się na niego patrzyłaś. Jesteś tu nowa, nie ?
-Tak. Skąd ty to wiesz ?
-Yyy ... siedzę z tobą w ławce ?
-Faktycznie, dlatego Cię skądś kojarzę. Ej, a o co chodzi z tym "Trawnikiem popularsów" ?
-To miejsce dla ludzi, którzy myślą, że świecą, bo noszą modne ciuchy i są egoistami, wystarczy ?
-Tak.
-Na następnej przerwie oprowadzę Cię po szkole, ok ?
-Dobra.
-I teraz wszystko będzie tak jak w bajce? Ładny chłopak, nowa szkoła, wredna dziewczyna. Chyba to mi się śni.- pomyślałam.
Zapytałam się tej dziewczyny jak ma na imię, a ona się tylko na mnie spojrzała i nic nie odpowiedziała.
-Jestem Cassadie, przyjechałam z Seattle. - wyszeptałam do niej.
A ona nadal nic! Na przerwie podeszłam do Carly i powiedziałam :
-Słuchaj, jest mi naprawdę przykro, że to tak wyszło! Nie wiem, jak ty, ale ja nigdy nie zapomnę o naszej przyjaźni.
Carly nie odezwała się do mnie słowem. Wyjęłam z szafki swoją ulubioną książkę i poszłam czytać na trawnik, gdzie uczniowie mogli spędzać czas. Nagle podeszła do mnie Carly i powiedziała :
-Wyjdź stąd.
-Ale o co Ci chodzi? - zapytałam.
-To jest tzn. "Trawnik popularsów", a ty nie jesteś popularna, więc wypad!
Wstałam i zabrałam swoje rzeczy. Szłam przed siebie, nie patrząc na wprost. Nagle zderzyłam się z tym chłopakiem. Rzeczy wypadły mi z rąk. Podniosłam je, a on mi pomógł.
-Jestem David, a ty ? - powiedział.
-Cassadie. - odpowiedziałam.
David spojrzał się na mnie, jak na księżniczkę. Wstałam. Nagle podeszła do mnie dziewczyna i zapytała :
-Nic Ci się nie stało?
-Nie, wszystko w porządku. - rzekłam.
-Jestem Gina. Podoba Ci się ten chłopak, co ?
-A ja Cassadie. Nawet ...
-Weź mnie nie okłamuj. Widziałam, jak się na niego patrzyłaś. Jesteś tu nowa, nie ?
-Tak. Skąd ty to wiesz ?
-Yyy ... siedzę z tobą w ławce ?
-Faktycznie, dlatego Cię skądś kojarzę. Ej, a o co chodzi z tym "Trawnikiem popularsów" ?
-To miejsce dla ludzi, którzy myślą, że świecą, bo noszą modne ciuchy i są egoistami, wystarczy ?
-Tak.
-Na następnej przerwie oprowadzę Cię po szkole, ok ?
-Dobra.
Rozdział 1.
-O boże ! - wykrzyknęłam.
-Cassadie, śniadanie ! - zawołała moja mama.
-Zaraz przyjdę.
Mam na imię Cassadie. Nie dawno skończyłam 14 lat. Przeprowadzka do nowego domu zaczęła się fatalnie, musiałam opuścić moich przyjaciół i znajomych. Aktualnie mieszkam w San Diego, przeprowadziłam się tutaj z Seattle. Nie chciałam opuszczać tamtego miasta ani domu. Nie dawno zmarła moja ciocia, jej śmierć była dla nas tragiczna. Pierwsza noc w nowym domu nie była za fajna, śniło mi się wszystko, dosłownie wszystko! Nawet to, jak byłam mała. Wspólne chwile związane ze mną, moją mamą, tatą i wszystkimi innymi członkami mojej rodziny. Jakby całe życie przeleciało mi przed oczami.
-Jak Ci się spało? - zapytali moi rodzice.
-Dobrze ...
- Na pewno ?
-Tak, tak ...
Gdy zjadłam śniadanie poszłam się ubrać i umyć.
-Na pewno nowa szkoła będzie fatalna i ludzie też, w sumie to w każdej bajce, czy książce tak jest. - pomyślałam.
Wyszłam do szkoły, w pewnym momencie zobaczyłam moją, moją ... dawną przyjaciółkę, zerwałyśmy kontakt, gdy tylko się pokłóciłyśmy, przyjaźniłyśmy się od przedszkola! Ale nie byłam pewna czy to ona.
Historia naszej przyjaźni :
Poznałam Carly, gdy razem poszłyśmy do przedszkola, chodziłyśmy nawet do podstawówki, zawsze razem. Ale w 4 klasie podstawówki strasznie się pokłóciłyśmy, przed kłótnią mówiła mi, że niedługo się przeprowadzi, ale nie pamiętałam dokąd. Nadszedł dzień jej przeprowadzki, zdałam sobie sprawę z tego jaka byłam głupia i pobiegłam do niej. Niestety nie zdążyłam, widziałam tylko, jak odjeżdża jej samochód razem z nią. Przez prawie całe wakacje płakałam, że straciłam, jedną, jedyną z moich przyjaciółek. Dniami żałowałam, że tak się stało.
Pomyślałam, że to może być ona, więc podeszłam do niej i zapytałam :
-Cześć, Carly?
-Tak, skąd znasz moje imię?
-To ja, Cassadie. Pamiętasz mnie jeszcze?
-Czy to nie ty się ze mną przyjaźniłaś wieki temu?
-Tak, słuchaj, zdałam sobie sprawę, jaką krzywdę Ci wyrządziłam tą kłótnią. Gdy nadszedł dzień twojej przeprowadzki to pobiegłam do Ciebie, ale ty już odjechałaś. Codziennie sobie przypominałam jak wspólnie się bawiłyśmy w dzieciństwie.
-Ta, tylko chyba trochę za późno na przeprosiny, nie sądzisz? Teraz mam Cię gdzieś!
____________________________________
Podoba się ? Następny rozdział pojawi się niedługo.
-Cassadie, śniadanie ! - zawołała moja mama.
-Zaraz przyjdę.
Mam na imię Cassadie. Nie dawno skończyłam 14 lat. Przeprowadzka do nowego domu zaczęła się fatalnie, musiałam opuścić moich przyjaciół i znajomych. Aktualnie mieszkam w San Diego, przeprowadziłam się tutaj z Seattle. Nie chciałam opuszczać tamtego miasta ani domu. Nie dawno zmarła moja ciocia, jej śmierć była dla nas tragiczna. Pierwsza noc w nowym domu nie była za fajna, śniło mi się wszystko, dosłownie wszystko! Nawet to, jak byłam mała. Wspólne chwile związane ze mną, moją mamą, tatą i wszystkimi innymi członkami mojej rodziny. Jakby całe życie przeleciało mi przed oczami.
-Jak Ci się spało? - zapytali moi rodzice.
-Dobrze ...
- Na pewno ?
-Tak, tak ...
Gdy zjadłam śniadanie poszłam się ubrać i umyć.
-Na pewno nowa szkoła będzie fatalna i ludzie też, w sumie to w każdej bajce, czy książce tak jest. - pomyślałam.
Wyszłam do szkoły, w pewnym momencie zobaczyłam moją, moją ... dawną przyjaciółkę, zerwałyśmy kontakt, gdy tylko się pokłóciłyśmy, przyjaźniłyśmy się od przedszkola! Ale nie byłam pewna czy to ona.
Historia naszej przyjaźni :
Poznałam Carly, gdy razem poszłyśmy do przedszkola, chodziłyśmy nawet do podstawówki, zawsze razem. Ale w 4 klasie podstawówki strasznie się pokłóciłyśmy, przed kłótnią mówiła mi, że niedługo się przeprowadzi, ale nie pamiętałam dokąd. Nadszedł dzień jej przeprowadzki, zdałam sobie sprawę z tego jaka byłam głupia i pobiegłam do niej. Niestety nie zdążyłam, widziałam tylko, jak odjeżdża jej samochód razem z nią. Przez prawie całe wakacje płakałam, że straciłam, jedną, jedyną z moich przyjaciółek. Dniami żałowałam, że tak się stało.
Pomyślałam, że to może być ona, więc podeszłam do niej i zapytałam :
-Cześć, Carly?
-Tak, skąd znasz moje imię?
-To ja, Cassadie. Pamiętasz mnie jeszcze?
-Czy to nie ty się ze mną przyjaźniłaś wieki temu?
-Tak, słuchaj, zdałam sobie sprawę, jaką krzywdę Ci wyrządziłam tą kłótnią. Gdy nadszedł dzień twojej przeprowadzki to pobiegłam do Ciebie, ale ty już odjechałaś. Codziennie sobie przypominałam jak wspólnie się bawiłyśmy w dzieciństwie.
-Ta, tylko chyba trochę za późno na przeprosiny, nie sądzisz? Teraz mam Cię gdzieś!
____________________________________
Podoba się ? Następny rozdział pojawi się niedługo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)